Dr Patricia Carrington na temat depresji i leczenia farmakologicznego
Witam wszystkich,Dr. Patricia Carrington ma bogate doświadczenie, którym chce się z nami podzielić. Jest prawdziwą studnią bez zna pomysłów, i jak to przeczytacie w jej artykule poniżej, ma doświadczenie w zajmowaniu się depresją. Dzieli się swoimi myślami o różnych typach depresji, szczególnych wyzwaniach jakie niosą ze sobą i tym, jak sobie z nimi radzić najlepiej. Wprawdzie używa EFT w większości przypadków, ale zaprezentuje tu swoje opinie jak można pracować z naprawdę ciężkimi przypadkami, które wymagają leczenia farmakologicznego.
Uściski, Gary
Gary,Od kiedy prosiliście o artykuł na temat wkładu EFT w leczenie depresji, poświęciłam więcej uwagi moim doświadczeniom w stosowaniu EFT podczas pracy z klientami cierpiącymi na nią. Obecnie około 90% moich klientów stosuje EFT przez jakąś część praktycznie każdej sesji terapeutycznej. Chociaż nigdy wcześniej nie mówiłam tego, myślę że dostrzegam pewien wzorzec działania EFT u tych klientów, który cierpią na depresję.
Podczas dotychczasowej mojej pracy najlepiej reagującymi na stosowanie EFT są depresje określane mianem reaktywnych (dla bardziej zainteresowanych tematem dodaję, że nie używam obecnie obowiązującej klasyfikacji DSM IV do diagnozowania depresji. Poza jej przydatnością do wypełniania formularzy ubezpieczeniowych, uważam, że są bezużyteczne dla celów terapii).
Depresje reaktywne są tymi, których pojawienie się zazwyczaj zostało poprzedzone określonym, wyjątkowym wydarzeniem lub serią zdarzeń. Zwykle pojawiają się w życiu osoby, która wcześniej przed tym zdarzeniem nie cierpiała na depresję. Jednym słowem, jest tym, co sugeruje nazwa - REAKCJĄ na coś. To "coś" jest zwykle stratą lub obawą przed nią. Może to być utrata osoby, kariery, pieniędzy, bezpieczeństwa, kończyny, lub przerażenie niebezpieczną chorobą członka rodziny, przeminięciem młodości, czy nawet nadziei na przyszłość.
Wydarzenie wywołuje pewien rodzaj żałoby po utracie jakiejś osoby, po zmianie okoliczności życiowych i jej skutkiem jest uczucie smutku i beznadziei.Ten rodzaj depresji, zgodnie z moim doświadczeniem, często poddaje się nadzwyczaj dobrze leczeniu EFT. Jest ona nadzwyczaj podatna na opukiwanie, ponieważ nie jest mglista, czy ogólnikowa, ma rozpoznawalne granice, a zatem jest mnóstwo szczegółów do opukiwania.
Niektórzy ludzie na początku nawet nie są w stanie zidentyfikować czym była ich bolesna strata, czy oddzielenie. Odkryłam jednak, że większość moich klientów, którzy borykali się z tym problemem, tak naprawdę wiedziała, które to było wydarzenie i z małą pomocą z mojej strony potrafiła opowiedzieć o nim. Dla innych może to nie być tak łatwe aż do chwili, kiedy poprzez głębszą analizę ich życia, zostanie okryta przyczyna ich głębokiego, wewnętrznego smutku.
Odkrycie to ma na celu dowiedzenie się kiedy wszystko się zaczęło, co się działo w pobliżu okresu w którym wydarzenie miało miejsce oraz jakie zakłócenie zapowiadało załamanie. Tacy ludzie mogą na początku nie być w stanie podać mi przyczyny, szczególnie jeśli to była "rocznica" jakiegoś nieprzyjemnego lub bolesnego zdarzenia. Takie "rocznice" są bardzo skrupulatnie obserwowane przez mini-kalkulatory w naszych mózgach i mogą powodować duże problemy nawet jeśli świadomie ich nie pamiętamy.
Inną przyczyną dla której osoba może mieć trudności z prawidłową identyfikacją takich wydarzeń jest to, że może spychać prawdziwe znaczenie tego, co ją martwi na dno świadomości - może depresja się zaczęła trzy miesiące temu, kiedy były małżonek powtórnie zawarł związek małżeński, a taka osoba nawet nie sądziła, że ją to w ogóle obchodzi (a jednak!). Albo może młodsze dziecko wyjechało do collegeu zostawiając pusty dom i wydawało się to czymś zupełnie normalne dla tego kogoś (ale nie było takim!), etc.
Odkryłam, że pewne fakty poprzedzające traumatyczne zdarzenia zdają się wypływać bardzo szybko na powierzchnię i identyfikować się naturalnie w momencie kiedy opukujemy uczucia smutku, pustki, braku odwagi, czy samooskarżania - lub cokolwiek innego, co pojawia się. Tak jest, ponieważ prawdziwa przyczyna chce się o "wydostać" i tylko czeka na zauważenie i zajęcie się nią. Oczywiście jak tylko takie uczucie wydostaje się, możemy przystąpić do działania z EFT opukując OKREŚLONE sprawy i często można sobie z nimi poradzić bardzo szybko, a wraz z nimi odchodzi depresja. Voila!!
Jak wszyscy doskonale wiemy, to nie zawsze jest tak proste. Pod stratą, która zapoczątkowuje depresję może kryć się seria innych strat i uczucie odrzucenia, które kryją się w cieniu zakamarków przeszłości, a niektóre z nich mogą być bardzo dawnymi i niezwykle bolesnymi stratami nawet z okresu dzieciństwa, kiedy dziecko nawet nie potrafi tego sformułować za pomocą słów. Gdy proces jest ponownie uruchamiany przez kolejną stratę, wtedy stanowią one siłę napędową depresji i pojawia się znajoma sieć często wielorakich aspektów, których śladami podążamy opukując się.
Czasami muszę pomóc klientowi robić to, co wymaga wielkiej cierpliwości, ale zapłata może być wspaniała. Czasami jednak wszystko idzie dużo szybciej niż się tego spodziewam. Częściej jednak są jakieś podstawowe sprawy, którymi trzeba się zająć a depresja, która przywiodła klienta do mojego biura może być tym bardziej oczywistym problemem, taki sygnałem SOS, który motywuje osobę do tego, żeby przyjść po pomoc.
Kiedy już pomoc się zjawia (terapia), wtedy można pracować nad tym, co ma głębsze znaczenie. Często odkrywałam, że proces jest często nawet bardziej ważny niż oczyszczanie samych symptomów depresji - życie takiej osoby zmienia się, rodzi się nowa perspektywa, światło napełnia egzystencję, która poprzednio mogła być ciemna i pozbawiona życia - ciepło jest obecne w miejscu gdzie poprzednio było zimno i panowało odrętwienie.
To, oczywiście, jest tym do czego naprawdę dążymy. Mogę dać dużo więcej przykładów tego, jak EFT ocalało życie ludziom, których leczyłam, a którzy mieli wszystko, ale poddali się i wegetowali, bo tak właśnie wygląda depresja. Zamiast tego chciałabym powiedzieć coś o innej depresji, określaną mianem "endogennej", która to nazwa jest jedynie koncepcją, bo nie wiemy co tak naprawdę ją wywołuje.
Jest to depresja, której korzenie tkwią w głębszych pokładach naszej osobowości. Jej pochodzenie ma źródło we wczesnym życiu osoby i zwykle jest mgliste i ogólnikowe. Są to zwykle ciężkie przypadki, a usiłowanie poradzenia sobie z nimi przy pomocy EFT lub jakichkolwiek innych środków terapeutycznych stanowi często próbę wytrzymałości dla terapeuty.
Próbując raz po raz, może on przyprowadzić taką osobę do światła i poczuć, że ciężar został zdjęty z pacjenta - czasami opukali drogę przez całe serie różnych aspektów, co zdawało się dać wspaniałe efekty - tylko po to, żeby odkryć przy następnym spotkaniu, że osoba przyszła na sesję w tak złym stanie psychicznym, jakby ich wcześniejsze osiągnięcia nie miały żadnego znaczenia. To jest podobne obserwowaniu dziecka budującego zamek z piasku na plaży - tak wiele żmudnej pracy i uwagi idzie na zrobienie wieżyczek, fos, wież, a z małych patyków mostów zwodzonych, aż zamek zdaje się istnieć naprawdę!- a potem zjawia się fala, wszystko zmywa i to, co pozostaje to papka i parę wilgotnych pagórków piasku.
Kiedy takie zdarzenie ma miejsce u mojego klienta, nadal ponawiam próby. Naprawdę pracuję z nim. Używam EFT z zachętą i pomysłowością oraz wykorzystuję każdą inną technikę jeśli tylko uważam, że może pomóc. W zamian czuję się pełna nadziei, co z kolei zachęca mnie do dalszych wysiłków. Często muszę sama siebie opukiwać kiedy taki klient wyjdzie z mojego gabinetu, żeby podtrzymać się na duchu i móc zapewnić mu dalsze wsparcie. Ale kiedy to zdarza się raz za razem, wtedy wreszcie dociera do mnie informacja.
To, co budujemy znajduje się na czymś przypominającym pole minowe! Mój klient może starać się równie mocno jak ja wygrać w tej grze, ale to jak próbować wstrzymać siłę tak olbrzymią, jak lawina. Nie możemy posunąć się do przodu, bo siła ta spycha ich na dół za każdym razem. To, co z takim trudem zbudowaliśmy po prostu nie może się utrzymać.
G.C komentarz: Chociaż Pat wspomniała o tym w dalszej części, chciałbym podkreślić, że alergeny, zanieczyszczacze energii i inne podobne temu rzeczy mogą bardzo przyczyniać się do powstawania depresji. Byłem świadkiem kilku wypadków kiedy usunięcie pewnych rzeczy z diety poprawia, jeśli nie leczy zupełnie, stan osoby cierpiącej na depresję. Kiedy utrzymują się nawroty depresji zawsze podejrzewam, że prawdziwą przyczyną jest czynnik drażniący, który zwykle jest składnikiem stosowanej diety. Jeśli to jest przyczyną, to takie nawroty są zwykle ponowną reakcją na jakąś szkodliwą substancję.
W tym momencie, po wyczerpaniu wszystkich innych dróg - jeśli klient współpracuje, sugeruję skierowanie na wykonanie testów na alergię i konsultację z wykwalifikowanym terapeutą energoalergologiem - jestem sobie wdzięczna za to, że nadal mam nadzieję na osiągnięcie celu przez zastosowane tymczasowej pomocy polegającej na skierowaniu pacjenta do specjalisty po leki, które mogłyby być stosowane WRAZ z terapią i EFT.
Takie twierdzenie może brzmieć jak herezja dla tych, którzy stosują terapie alternatywne i uzupełniające, o których wiemy, że działają bardzo dobrze i które ja sama również stosuję we wszystkich przypadkach KIEDY DZIAŁAJĄ, ale jest pewna ważna funkcja, którą tzw. leki psychotropowe spełniają w leczeniu depresji, przynajmniej w tym punkcie historii w którym się obecnie znajdujemy, coś czego nic innego nie może zastąpić w wielu wypadkach.
Prozac, Zolof i Paxil, a nawet ich mniej pamiętani krewni tacy jak inhibitory MAO, Lit itd., są silnymi lekami i, jak wszystko co silnie działa, mogą być niebezpiecznie nadużyte. ALE - i to jest to ważne "ale" - mogą również, w pewnych sytuacjach, uczynić możliwym kontynuowanie leczenia i ostatecznie "ocalić" osobę, z którą pracę w innym wypadku musielibyśmy przerwać.
Przykładem jest moja klientka "Maria" - utalentowana nauczycielka. Pracowałyśmy przez trzy lata przepracowując jej głęboko osadzone problemy osobiste, włączając w to silną tendencję do depresji i częste poczucie bezsilności. Wzięło się to przynajmniej częściowo z poczucia dziecięcego oddzielenia i odrzucenia przez chorą psychicznie i często hospitalizowaną matkę, która wprawdzie okazywała trochę uczucia swojej córce kiedy ta była niemowlęciem, ale zdecydowanie niewystarczająco robiła to później.
Maria jest osobą bardzo inteligentną i silnie zmotywowaną do przezwyciężenia uczuć irracjonalnej bezsilności i zagrożenia - naprawdę świetnie się z nią współpracuje. Odkryłyśmy jednak szybko, że chociaż często robiłyśmy duży postęp, nawet w pracy z podstawowymi problemami, które były kluczowymi sprawami w jej życiu za pomocą EFT, a którego używała umiejętnie (również w domu), nadal nie byłyśmy w stanie płynąć pod prąd depresji.
Rozpacz i strach były za duże dla niej i mogły całkowicie podkopać naszą pracę. Wobec tego pomoc leków w jej wypadku stała się koniecznością. Mogła je zażywać podczas gdy opukiwałyśmy problemy na terapii, z perspektywą stopniowego wycofania leku tak szybko, jak tylko odbuduje własną siłę wewnętrzną.
Dzięki regularnemu zażywaniu Prozacu, Maria i ja byłyśmy w stanie przejść razem transformację. Z pomocą EFT potrafiła zgłębić najpoważniejsze sprawy, niektóre z nich o tak wczesnym pochodzeniu, że pozostały niezwerbalizowane, i następnie jedne po drugim rozwiązywać je. Wsparcie jakie nasza praca uzyskała ze strony leku - który sam nie rozwiązałby jej problemów, ale umożliwił jej sumienną pracę nad nimi podczas terapii - pozwoliło by odbudowała swoje "ja", przebudowała relacje z ludźmi i światem.
Ostatnio potrafiła w sposób istotny zredukować ilość zażywanego leku, a nawet zrobić przerwę w kuracji. Obecnie ponownie dobrowolnie zrezygnowała całkowicie z leczenie farmakologicznego i radzi sobie niezwykle dobrze na ekscytującym nowym etapie leczenia.
Chcę tutaj zaznaczyć, że bez pomocy leków nie zrobiłybyśmy tego, i podobnie, gdyby jedynie zażywała leki bez terapii i znaczącej pomocy ze strony EFT, nie wyzdrowiałaby - w najlepszym wypadku leki utrzymywałyby ją w stanie umożliwiającym przetrwanie. Mogłaby prawdopodobnie funkcjonować i kontynuować pracę jako nauczyciel i rodzic bez załamywania się pod ich ciężarem, ale jej prawdziwe życie, prawdziwe "ja", nigdy by się nie pojawiło. Nie była więc to kwestia "wszystko albo nic", ani też kwestia wyboru "leki albo EFT" ponieważ obie te rzeczy nie wykluczają siebie nawzajem, ale była raczej tym, co jak sądzę, można by określić mianem "medycznego wsparcia EFT", dwoma środkami współpracującymi ze sobą.
Chcę tutaj dodać, że w większości przypadków, kiedy koniecznością okazuje się użycie leków wraz ze terapią i EFT, klienci zwykle dobrowolnie starali się odstawić leki przy pierwszej okazji. Po prostu większość ludzi nie chce uzależnić się od takich substancji jak leki, jeśli mogą inaczej sobie pomóc. Czasami ludzie tacy nazbyt wcześnie zaprzestają ich zażywania i nieujarzmione emocje znowu się pojawiają, nawet przy upartym stosowaniu EFT, a terapia nie radzi sobie z tym wystarczająco szybko i muszą ponownie zacząć brać leki, chociaż zwykle mniejsze dawki, aż do czasu przepracowania wszystkich pozostałych, czających się w zaułkach spraw.
Odkryłam, że jeśli nawet pierwsza próba odstawienia leków nie zawsze kończy się sukcesem, samo jej pojawienie się jest zazwyczaj pierwszym pozytywnym sygnałem. Prawie zawsze ci, którzy tego próbują, nawet jeśli za pierwszym razem muszą ponownie wrócić do zażywania leków, to ostatecznie dają sobie radę i w końcu z powodzeniem odstawiają je. Potrzeba odstawienia leków ujawnia się, ponieważ leżące u podstaw przeszkody zostały naprawione, głębsze rany uleczone, a przyczyna, nie jedyne symptomy, jest usunięta.
Muszę się jednak przyznać, że zdarza mi się sporadycznie klient z depresją, który robi postępy w terapii stosując EFT w twórczy sposób, ale który nie potrafi się obyć bez leków, niezależnie od tego jak bardzo się stara. Kiedy się to dzieje nie traktuję tego jak porażki. Jeśli Bóg postanowił uleczyć taką osobę kilkoma metodami równocześnie, kim ja jestem, żeby spierać się o szczegóły? Jeśli to, co widzę w terapii jest wewnętrznym wzmocnienie takiej osoby, pogłębienie uczucia szczęścia i spokoju w życiu, wtedy myślę " niech tak będzie", i od tego momentu idziemy dalej.Faktem jest, że pewni ludzie by móc żyć będą musieli stosować leki przez resztę swojego życia, w taki sposób jak cukrzycy zażywający insulinę.
Leki mogą ocalić życie wtedy, kiedy naprawdę są konieczne, a w wypadku kiedy tak jest, powinny być przepisane umiejętnie i z wyczuciem. W takim punkcie rozwoju medycyny znajdujemy się obecnie. Pewnego dnia metody te okażą się przestarzałe i odejdą do przeszłości, ale w obecnej chwili natykamy się na problemy, których jeszcze nie potrafimy rozwiązać, na ciągle jeszcze niewyjaśnione tajemnice. Odkryłam, że najlepszą rzeczą dla moich klientów jaką mogę zrobić kiedy to się dzieje, jest uznać to za fakt i "głęboko i całkowicie" akceptować takich ludzi takimi, jakimi są. To samo w sobie może być najlepszym lekarstwem ze wszystkich.
Pat Carrington